Stefan Kłosin – nauczyciel-geograf-pasjonat.

0
783

Mój ojciec, Stefan Kłosin, był najmłodszym z pięciorga rodzeństwa. Urodził się 8.06.1924 roku w Mrowinie i tam też uczęszczał do szkoły powszechnej.

Był zaledwie nastolatkiem, kiedy wybuchła druga wojna światowa. Wraz z rodziną został wysiedlony do Generalnej Guberni. Tam też w 1943 roku zmarł  jego ojciec.

Tata po wojnie bardzo chciał się uczyć, aby później swoją wiedzą dzielić się z innymi. To pragnienie, w połączeniu z wrodzoną ciekawością poznawczą, doprowadziły do tego, że został wychowawcą i nauczycielem.

Rozpoczął naukę w Gimnazjum, a potem w Liceum Pedagogicznym, które ukończył w 1948 roku. Już we wrześniu tego samego roku został nauczycielem w Szkole Podstawowej we Wronczynie.

W 1949 roku został skierowany do Przybrody jako „nauczyciel kierujący szkołą”. Prowadził tam czteroklasową szkołę podstawową, a rok później zorganizował pierwszy w powiecie punkt biblioteczny.

W 1953 roku poślubił moją mamę, Marię Śramę,

która w roku 1954 urodziła moją siostrę Annę, a rok później mnie. Dopiero w 1967 roku na świat przyszedł długo wyczekiwany syn Jerzy.

W 1959 roku tata objął funkcję kierownika Szkoły Podstawowej w Żydowie i z całą rodziną zamieszkał w budynku szkoły.

Szkoła wówczas dysponowała dwiema salami, w których uczyło się 83 uczniów. Z roku na rok warunki lokalowe się poprawiały, ponieważ udostępniono salę w pałacu oraz zaadaptowano pomieszczenia u Państwa Wojtasiaków. Tak więc w 1961 pracowała już pełna 7 klasowa Szkoła Podstawowa, a w 1966 roku była już ośmioklasowa. Przy dużej współpracy z dyrektorami PGR Żydowo udało się, jak na tamte czasy, zakupić wiele pomocy dydaktycznych do nauki fizyki, geografii, czy zajęć sportowych.

Sporo radości sprawiły chłopakom prawdziwe warsztaty stolarskie, a dziewczynom maszyny do szycia. Ojciec organizował również wiele wycieczek, a pierwsza z nich odbyła się w 1961 roku do Szklarskiej Poręby.

W 1962 roku zorganizował drużynę harcerską i zuchową, którą prowadził przez cztery lata. Trzy lata później założył Spółdzielnię Uczniowską oraz kółko filatelistyczne. Kolekcjonowanie znaczków i ich katalogowanie sprawiało mu olbrzymią przyjemność. Tą pasją zaraził liczne grono dzieci nie tylko w Żydowie, ale i w Rokietnicy.

      Oprócz zajęć z młodzieżą szkolną w latach 1960-1966 wraz z zespołem nauczycieli prowadził kursy wieczorowe dla dorosłych z zakresu 7 klas szkoły podstawowej. To z tymi właśnie uczniami przygotowywał przedstawienia teatralne dla mieszkańców wsi. Sam także się doskonalił i w 1962 roku ukończył Wyższe Studia Magisterskie na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi, kierunek geografia.

Tata był bardzo muzykalny. W 1949 roku. ukończył kurs dla nauczycieli śpiewu w publicznych szkołach podstawowych, a w 1968 roku dwuletnie Wielkopolskie Studium Muzyczne. Grał na akordeonie, skrzypcach i fisharmonii (instrument klawiszowy przypominający pianino).

Świąteczne kolędowanie przy muzyce było rodzinną tradycją. Swoje muzyczne pasje przeniósł także na teren szkoły i w 1967 założył zespół wokalno-muzyczny, który koncertował w pobliskich miejscowościach. Na terenie szkoły działał też zespół taneczny.

Szkoła w Żydowie tętniła życiem, nie tylko podczas normalnych zajęć, ale również w weekendy. Wtedy wraz z innymi nauczycielami organizował dla uczniów zajęcia pozaszkolne. Podczas tych zajęć dzieciaki uczyły się gry na instrumentach muzycznych, tańca, gry w warcaby czy szachy. Mieszkańcy przychodzili też na telewizję (we wsi były wówczas tylko dwa telewizory), a potem do kina z którym przyjeżdżał Pan Michalak z Rokietnicy.

Corocznie organizował Dzień Dziecka w sobockim lesie nad Samicą. Zawsze angażował się czynnie w organizację zabaw zimowych. Wspólnie z młodzieżą przygotowywał lodowisko na stawie, aby wszystkie dzieci ze wsi, łącznie z nim mogły jeździć na łyżwach. Dzieciaki uwielbiały popołudniowe jesienne ogniska z pieczeniem ziemniaków.

Był nie tylko wielkim miłośnikiem przyrody, ale i ekspertem w rozpoznawaniu głosów ptaków i nazw przeróżnych roślin. W domu nie mogło zabraknąć zwierząt, więc były rybki, świnki morskie, papugi, kanarki, koty, ale przede wszystkim psy. Czasami pełnił funkcję „weterynarza szkolnego”, gdy dzieciaki przynosiły do niego ptaki, które wypadły z gniazda z  uszkodzonymi skrzydłami i wymagały pomocy.

Przez cały rok opiekował się bocianem Kajtkiem, który właśnie przez złamane skrzydło nie mógł odlecieć do ciepłych krajów. Szczególnie kochał pszczoły i swoją pasiekę, którą prowadził przez 50 lat. Bardzo lubił prowadzić tam zajęcia przyrodnicze z dziećmi.

Kto go znał wie, że był gawędziarzem i całymi godzinami mógł rozmawiać o kolorze jaskółczych jajek, lotach godowych pszczół czy wielkości wodospadu Niagara.

Zafascynowany był kosmosem i otaczającym Wszechświatem. Niejednokrotnie mając już przygotowaną lunetę budził w przeróżnych godzinach nocnych całą rodzinę, aby o trzeciej czy piątej nad ranem pokazywać przeróżnie obiekty astronomiczne takie jak: Wenus w nowiu, czy planetę Jowisz z czterema Galileuszowymi księżycami.

W Żydowie przepracował 25 lat, a w 1975 przeszedł do Szkoły Podstawowej w Rokietnicy, gdzie pełnił funkcję zastępcy gminnego dyrektora szkoły, a potem do 1984 r. funkcję dyrektora szkoły.

Otrzymał wiele nagród i odznaczeń, ale najbardziej sobie cenił odznakę „Przyjaciel Dziecka”, którą otrzymał w 1977. Będąc na emeryturze aktywnie wspierał nauczycieli Filialnej Szkoły.

Szkoła była dla niego bardzo ważna. Głęboko wierzył w to, że trzeba najmłodszym dać szansę do nauki i pomagać w osiągnięciu jak największej wiedzy. Zawsze mówił, że szkoła pełni wyjątkowe miejsce w życiu każdego człowieka, dlatego tak bardzo przeżył likwidację Szkoły Filialnej w Żydowie pod koniec lat dziewięćdziesiątych.

W Żydowie spędził 45 lat życia, a ostatnie 10 lat w Krzyszkowie, ale ciągle tęsknił za Żydowem i jego mieszkańcami oraz za swoją ukochaną pasieką.

Nieustającą ciekawość przyrodą i światem zachował do końca swoich dni. Zmarł 15.06.2011 roku w wieku 87 lat.

Opracowała Ewa Kłosin  na podstawie własnych wspomnień oraz Kroniki Szkoły Filialnej w Żydowie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ