Być Pielgrzymem – Lwów

0
524

Cztery dni wykrojone z przeładowanej nadmiarem codzienności… Czy mogą uspokoić ducha rozregulowanego skalą nieustannie gdzieś biegnących emocji? Zanim wzięłam udział w niezwykłym tegorocznym pielgrzymim wyjeździe rokietnickiej parafii pw. Chrystusa Króla Wszechświata, powiedziałabym pewnie, że wątpię. – Włączyć hamulce, przystanąć na chwilę, nawet na wyboistym poboczu i zacząć chcieć. Że zmęczenie, natłok myśli, niedokończone sprawy? Z czasem, dzięki Bogu, oceniam je jako podręczny pakiet wygodnych i tylko pozornie wiarygodnych usprawiedliwień; wydobywanych zza pazuchy niestety za łatwo i zbyt ochoczo. Zatem trzeba chcieć. I znowu zacząć wymagać. Tym razem, co wcale nie takie proste, przede wszystkim od siebie.

Trasa pielgrzymki, jest cenną podróżą wśród grona, które wiezie ze sobą WIELOŚĆ: powodów, intencji, oczekiwań, nadziei i osobowości. Nagle bardzo bliskich sobie. – Z racji przestrzeni autokaru, zaproponowanej formy udziału, opcji noclegu, miejsca przy stole. Chciałam spróbować. Bycie wśród ludzi jest sprawdzianem, który bywa trudny, ale bez którego zwyczajnie nie wyobrażam sobie… siebie.

Niełatwo pisze się o przeżyciach. Bywa, że towarzyszy im obawa przed narażeniem się na krzywdzącą ocenę: o błahość, powierzchowność, prostotę, infantylizm, nieautentyczność. Ale one są. Mają swój indywidualny, myślę także, że zbiorowy, wymiar. Co jest w nich najcenniejsze? Z pewnością nie da się sporządzić jednolitej, zaakceptowanej bezsprzecznie przez każdego, listy. Każdy ma swoją – uszeregowaną własną wrażliwością. Dla jednych na jej szczycie będą niezwykłe krajobrazy Podkarpacia, kolory bieszczadzkich połonin, słoneczne refleksy nad Soliną, ceglany urok Kazimierzowskiego Sandomierza. Dla drugich – głębia refleksji, której sprzyja szmer modlitwy na kolanach tłumów wiernych przed cudownym obrazem Matki Boskiej Słuchającej w Kalwarii Pacławskiej czy trudna z imienia, za to zniewalająco przychylna wobec bliźnich postać Wenantego Katarzyńskiego. Dla kolejnych – możliwość brania udziału w liturgiach odprawianych każdego dnia, w jednym z niezwykłej listy sanktuariów: począwszy od Kalisza, przez katedrę we Lwowie, Jarosław, Strachocinę, Zabawę po krakowskie Łagiewniki.

Wielość miejsc i uczących pokory postaw. To, które wywarło wrażenie na wszystkich bez wyjątku zatopione jest w świerkowym lesie. Tu w Komańczy, miejscu internowania kardynała Stefana Wyszyńskiego, współczesną historię dobijania się o niezależność, obezwładnia cisza, klimat i siła modlitwy. Leśna ścieżka prowadzi ku kapliczce. Wspomniała o niej s. Beata – cudowna Nazaretanka. Chyba nikt z nas nie spodziewał się wrażenia, jakie wywołały jej słowa. O postaci i fenomenie wiary Prymasa, jego codziennych spacerach z różańcem do kapliczki Matki Bożej, bezgranicznym jej zawierzeniu, sile niezłomności, ale i przykładzie skromności i sensu przebaczania – także tym, którym po ludzku nie powinno być warto.

Co pamiętam ze Lwowa? Zaskoczenie. Bardzo miłe. Towarzyszące pięknu, rozmachowi, witalnej sile, dumie z wartości, woli trwania, sensowi ofiary. Wreszcie radości, której nie dobije trudna codzienność. Ma bowiem sposób na nieustanne jej ujarzmianie: uśmiech, piosenkę, potęgę i niezależność nauki, literacki geniusz i umiłowaniem do sztuki – widocznej w plejadzie architektonicznych cudów. Począwszy od kościołów z barokową dominantą zwieńczonych potężnymi kopułami i wieżami, przez piękną katedrę z ciągle polskim duchem ślubów Jana Kazimierza i witrażami projektu Józefa Mehoffera, place, pomniki, niezwykły gmach opery, po Łyczakowski Cmentarz z jego autonomiczną częścią poświęconą Lwowskim Orlętom.

Setki przejechanych kilometrów nie mierzyło fizyczne zmęczenie, choć po ludzku nie sposób pojąć, jak można było zamknąć w ich niewiarygodnej liczbie taką wielość wyjątkowych miejsc i czas na ich dotknięcie. Przede wszystkim to duchowe i modlitewne, przesuwane na paciorkach różańca, zawarte w wezwaniach litanii, wyśpiewane w Godzinkach, pieśniach i piosenkach. Takie, które pozostaje i trwale nasyca rozbieganą i zagmatwaną dotąd codzienność.

Wymiar racjonalny, często niestety daleki sferze ducha, pyta o receptę na tak owocny rezultat. Nie jest nim wyjątkowe biuro podróży. Nie jest nią pięciogwiazdkowa kategoria czy opaska z napisem all inclusive. Wypisuje ją bowiem po prostu życzliwość, szczera intencja, dobra wola i nieszukający niepotrzebnych uzasadnień pielgrzymi wymiar. Wygenerowany dzięki uczestnikom, duchowemu opiekunowi – ks. Tadeuszowi Lorkowi i wspaniałym organizatorom – Ewie i Maciejowi Szturemskim. Pod parafialnym wezwaniem Chrystusa Króla Wszechświata.

Dziękuję. D.P.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ