Autostopem do Tajlandii

0
409

Cześć, czołem!

To już mój trzeci artykuł o kulisach wyprawy do Tajlandii.

Tym razem po ciężkich, ale udanych przygotowaniach, nadszedł czas ruszyć na wschód!

Od tej pory będę pisał po jednym artykule z każdego kraju, który był na mojej drodze.

O ile mój pierwszy dzień był dość przewidywalny, bo jechałem pociągiem pod granicę ukraińską, to kolejne były już totalnie poza kontrolą i zaczęła się prawdziwa jazda bez trzymanki! Zatem Panie i Panowie zaczynamy samotną jazdę autostopem na wschód. Ten artykuł będzie o ważnej i bardzo potrzebnej lekcji, jaką dostałem od życia. O tym, jak zostałem zabrany z podróżniczego przedszkola na studia. Będę pisał o pierwszym, odwiedzanym przeze mnie kraju, czyli o niebezpiecznej Ukrainie! Zapraszam do czytania!

Jadąc przez Ukrainę widziałem oczywiście Kijów, odwiedziłem Majdan i spotkało mnie kilka przygód, choćby na przejściu polsko – ukraińskim. Mógłbym się tutaj trochę rozpisać, ale skupię się tylko na jednym wydarzeniu. Miało to miejsce na granicy ukraińsko – rosyjskiej.

Wychodząc z samochodu przed przejściem, momentalnie zaczepił mnie ukraiński żołnierz. Początkowo poprosił o paszport, a później o podejście do jego bunkra. W środku praktycznie nikt nas nie widział, dlatego stanąłem w wejściu, mając oko na niego i oparty o ścianę karabin. Okazało się, że chodzi o pieniądze – 10 euro. Nie miało absolutnie żadnego znaczenia, że dopiero od następnego dnia chciałem przejść przez granicę, bo w końcu wtedy zaczynała się moja rosyjska wiza. Zatem chodziło o coś, co na wschodzie było bardzo powszechne, czyli o korupcje. Dla mnie, jako chłopaka z młodego pokolenia, było to dość dużym zaskoczeniem. Czasem jednak potrafiłem być naprawdę uparty. Tym razem również uparcie twierdziłem, że nie mam pieniędzy i stąd wzięły się moje problemy.

Po chwili, do naszej rozmowy dołączył kolega żołnierza, ubrany po cywilnemu. Ten zajął się dawaniem mi „dobrych” rad. Sprawiał pozory, że chce dla mnie jak najlepiej. Natomiast wojskowy miał coraz ciekawsze pomysły, na to jak zmusić mnie do zapłaty haraczu. Pytał: „Co masz w torbie? Narkotyki?” Jednocześnie próbując chwycić za mój plecak. Na szczęście nie dałem się dotknąć i trzymałem się w „bezpiecznej” odległości. Kiedy obaj Panowie zorientowali się, że to nie dawało skutku, młody żołnierz wyjął kajdanki… Po chwili ciszy, „cywil”, kiwnięciem głowy dał znać mundurowemu. Ten ruszył, żeby mnie zakuć. Zrobiłem kilka kroków wstecz, jednocześnie mówiłem coraz więcej, w panice wymyślanych zdań. Taka taktyka dała efekt… Na chwilę. Kolejnym razem żołnierz wziął karabin i uniósł lufę w moją stronę… Głos, zaczął mi się łamać. Czułem, jak moje ciało robi się wiotkie i tracę nad nim kontrolę. Emocję wzięły górę. Zawładnęły nad moim ciałem, psychiką, a nawet myślami. Stałem sparaliżowany…

Ukraina od końca 2013 roku przeżywała kryzys. Wiele sfer administracyjnych ogarnęła anarchia. Taki kontekst jeszcze bardziej pobudzał moją i tak już dosyć rozwiniętą wyobraźnie. Do czego, w takim kraju, mógł posunąć się pozbawiony zasad żołnierz?

Wiedziałem, że moje zdenerwowanie, było widoczne i chciałem to jakoś zmienić, tylko jak? W takich sytuacjach szybko próbujesz coś wymyśleć i… i nic! Pustka w głowie. Żadnego pomysłu. Nic. Gdzieś wewnątrz siebie zacząłem się modlić, bo co mi zostało? W tej beznadziei i nędzy zobaczyłem światełko w tunelu. Znikąd wpadł mi do głowy cytat. Cytat był z książki W. Cejrowskiego: „w takich sytuacjach trzeba mieć tupet jak taran!”. Od tej pory moje nastawienie nieco się zmieniło. Również myślenie zostało skierowane na nowe tory. Chwilę później miałem już kolejny pomysł. Postanowiłem wykorzystać tekst z wyprawy Romualda Koperskiego. Spojrzałem na żołnierza z nastawieniem à la „tupet jak taran” i wystartowałem:

– ”Takich, jak ja wyruszyło kilkunastu z Polski. Wyprawa została zorganizowana przez firmę Pelgrim i jest pod protekcją Moskwy i Kijowa, oni już o wszystkim wiedzą.”

Po tych słowach, zapytałem:

– „chyba wiesz, o co chodzi?!”

Podjąłem duże ryzyko, dlatego nadal mówiłem z dozą niepewności w głosie. Ciekaw byłem, czy to kupi. Z uwagą, jak jakiś psycholog, obserwowałem jego reakcję, każdy najdrobniejszy gest, czy mowę ciała. Ukrainiec z głupią i trochę zmieszaną miną, odpowiedział:

– „yyy nie”.

– „No to radzę się dowiedzieć.” – odpowiedziałem.

On na to… Lekko poklepał mnie po barku i… Tadadam, puścił „wolno”! Znów poczułem się lżejszy o parę kilo. Ciężko było uwierzyć, ale to naprawdę zadziałało!

To była gruba lekcja, jak w praktyce wykorzystać „tupet, jak taran”. Przydało mi się to jeszcze kilka razy w dalszej drodze. Po tym wydarzeniu, każda tego typu sytuacja robiła na mnie coraz mniejsze wrażenie i z coraz większą łatwością przez nią przechodziłem.

Mam nadzieję, że nie daliście się wciągnąć w pułapkę „generalizowania”. To nie tak, że wszyscy Ukraińcy są jak ten żołnierz. Mówiąc zupełnie serio, wcześniej spotykałem wyłącznie dobrych ludzi, z przyjaznymi zamiarami. Według mnie, to anarchia i słabe Państwo, tak wpływa na niektórych ludzi. Zresztą w latach 90 – tych mieliśmy podobną sytuację Polsce.

Gdybym pisał fikcję, to tego typu historię umieściłbym w dużo dalszym etapie podróży. Życie piszę swoje własne scenariusze i nie zamierzałem niczego upiększać. Następnym razem będzie już trochę więcej pozytywnych emocji, będę pisał o Rosji i o polskiej wsi na Syberii. Do zobaczenia!

cdn.

Hubert Krupka

kontakt.hubertkrupka@gmail.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ